środa, 13 kwietnia 2016

Film "Hair" i stereotypy

W ostatnim czasie miałem okazję obejrzeć film pt "Hair". Jest to musical powstały w 1979 r. Reżyserią zajął się Milos Forman. Opowiada historię, która rozpoczyna się przyjazdem Clauda Bukowickiego do Nowego Yorku w celu zgłoszenia się do armii (USA prowadziło w tym czasie wojnę w Wietnamie). W parku spotyka grupę hippisów, którzy wciągają go w swój świat. Oprócz tego zakochuje się w pewnej nieznajomej. Jego nowi znajomi pomagają mu ją odszukać. Mimo to Claude zgłasza się do wojska i przechodzi szkolenie. Grupa hippisów chce go odwiedzić, jednak on nie może opuścić jednostki. Berger postanawia go zastąpić na czas spotkania. Właśnie wtedy zostaje ogłoszony alarm i wyjazd do Wietnamu, gdzie Berger ginie. 

Historia zawarta w tym filmie jest wzruszająca. Chcę jednak poruszyć inny problem, związany z tą produkcją. Są to stereotypy. Z definicji, stereotyp to pewne uproszczone przeświadczenie dotyczące różnych zjawisk. Przykładem może być Claude i jego postawa (na początku) wobec hippisów. Miał tylko jedno ich wyobrażenie: jako oszustów i narkomanów, którzy szkodzą innym. Jednak z czasem okazuje się, że tak wcale nie jest. Kiedy poznaje ich bliżej, wchodzi w ich świat pełen radości i równości, zmienia zdanie. Stają się jego przyjaciółmi. Pomagają w odnalezieniu nieznajomej ukochanej. W końcu Berger zastępuje go na czas spotkania, co niesie w konsekwencji jego śmierć. Widzimy, jak można skrzywdzić kogoś stereotypami, dlatego nigdy nie należy oceniać kogoś powierzchownie.

Kierowanie się stereotypami bywa bardzo krzywdzące. Przekonujemy się o tym  oglądając "Hair". Ulegając stereotypom możemy zaprzepaścić znajomości z  ludźmi, którzy są wartościowi. 

Fotografia dzikiej przyrody 2015-wystawa

4.04.2016 roku, odwiedziłem razem z moją klasą Galerię Bielską BWA. Oglądaliśmy tam wystawę dotyczącą konkursu fotograficznego "Wildfire Photographer of the Year 2015". Jest to najwiekszy konkurs fotografów przyrody, w którym udział mogą wziąć zarówno zawodowcy, jak i amatorzy.  Dzisiaj chcę się podzielić wrażeniami z tamtej wystawy.

Zacznę od tego, że na fotgografii się nie znam i się nią nie interesuję.  Dlatego, na początku zwiedzania wystawy, wydała mi się ona zwyczajnie nudna. Obojetnie przechodziłem obok poszczególnycgh zdjęć. Jednak w pewnym momencie zatrzymałem się przy zdjęciu pt. "Judo na Komodo". Przedstawiało ono dwa walczące ze sobą warany z Komodo. Oba gady stały na tylnych łapach obejmując się w taki sposób, że rzeczywiście wyglądały jakby uprawiały judo. Pomyślałem, że to ciekawe i zacząłem się nad tym zastanawiać. Po chwili doszedłem do wniosku, że autor zdjęcia-Adrey Gudkov musiał mieć niesamowite wyczucie czasu i szczęście, by uchwycić taki moment. Dotarło do mnie wtedy, że między innymi na tym właśnie polega fotografowanie przyrody: bycie w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie. Natura, jest bowiem czymś bardzo zmiennym. Zmiany zachodzą co chwilę i chodzi właśnie o to, żeby te chwile uchwycić. Sprawiło to, że zacząłem patrzec na zdjęcia z innej perspektywy. Na przykład, ogladając poszególne z ncih zastanawiałem się nad tym ile czasu mogło zająć jego zrobienie, jak długo fotograf "polował" na ten jedyny moment? Mogło to być 5 minut, ale mogły to być również 4 godziny, albo i więcej. Zrozumiałem, że ktoś kto robi takie zdjęcia, musi być miłośnikiem przyrody, musi ją kochać i lubić bycie blisko niej. Istotny jest również moim zdaniem tytuł, który sprawia, że fotografia zaczyna coś oznaczać,(według mnie) to co  autor chce, by oznaczała. Na przykład zdjęcie "Napić się, czy nie?" Carlos'a Perez'a. Przedstawia wiewiórkę trzymającą łapki na misce z wodą. Po drugiej stronie miski siedzi jakiś ptak, któremu widać tylko koniec dzioba. Wiewiórka wpatruje się w ów dziub, lekko mruży oczy. Wydaje się zadawać pytanie, które stanowi tytuł całego dzieła. To zdjęcie bardzo mi się spodobało, zacząłem rozmysłać o tym, co mogło stać się tuż po zrobieniu tego zdjęcia. Czy gryzoń napił się wody? A jeżli tak, to jak zareagował ptak? Scenariuszy jest wiele. 

Podsumowując, wystawa wywarła na mnie pozytywne wrażenie. Co ciekawe zmieniła ona moje postrzeganie zdjęć przedstawiających przyrodę. Teraz patrzę na nie jak na moment wyjęty z pewnej historii, jak na kartkę, a raczej zdanie wyrwane z powieści. Możemy się tylko domyślać, jak ta powieść się skończyła.

czwartek, 10 marca 2016

Film pt. "Królik po berlińsku"

W ostatnim czasie na lekcji języka polskeigo obejrzałem film "Królik po berlińsku". Uznałem, że jest to bardzo ciekawa produkcja i że mogę napisać o nim kilka słów. Jest to polsko-niemiecka produkcja, powstała w 2010r. Reżyserią zajął się Bartosz Konopka, scenariusz napisali: Bartosz Konopka i Piotr Rosołowski. Lektorem została Krystyna Czubówna.  Film ten znalazł się wsród pięciu filmów dokumentalnych kandyduących do Oscara w roku 2010.

Film opowiada historię królików żyjących na Placu Poczdamskim w Berlinie. Opowieść zaczyna się w momencie zakończenia II wojny światowej. Jak wiemy, we wschodniej części Niemiec zapanował wtedy ustrój komunistyczny. Berlin został przedzielony murem, a tak naprawdę dwoma murami pomiędzy, którymi zostały zamknięte króliki. Film formą może przypominać dokument przyrodniczy, co wynika z koncepcji twórców ale także z tego, że Krystyna Czubówna ( znana narratotka w filmach przyrodniczych) pełni rolę lektora. Oczywiście nie jest to produkcja o tematyce przyrodniczej-ma ona wiele znaczeń, można ją interpetowac w różny sposób.

Film opwiada o losach królików między murami. Z początku oszołomione domyślają się, że wszystko to zostało zrobione dla ich dobra. Stopniowo przyzwyczajają się do nowego środowiska. Stają się nawet atrakcją turystyczą. Jest im dobrze w ich nowym domu. Mimo wszystko po latach niektóre osobniki próbują uciec. Mury zostają, więc podwyższone. W materiał zostały powlplatane wypowiedzi strażników, naocznych świadków i ekspertów. Film opowiada całą tę historię do czasu obalenia muru i kilki latach po tym wydarzeniu. Opisałem bardzo krótko wydarzenia przedstawione w filmie w celu naświetlenia tego, co w  spodobało mi się najbardziej: tego że ma wiele znaczeń, może być interpretowany na wiele sposobów. Niemal w każdym momencie  rezyser posługuje się przenośnią, cały film jest jedną wielka przenośnią. Sytuacja panująca w Berlinie została przedstawiona z dwóch perspektyw: królików i ludzi. Na pozór te dwa punkty widzenia nie mogą mieć ze sobą nic wspólnego, a jednak mają i to dużo...

Zastanówmy się w jakiej sytuacji żyli ludzie w tamtym czasie? Oczywiście ich sytuacja była trudna, żyli w państwie autorytarnym. Ich swobody obywatelskie były ograniczone, nie tolerowano sprzeciwu. Widać tutaj podobieństwo do sytuacji królików, które również nie mogły robić tego, co chciały: musiały pozostać w jednym, wyznaczonym miejscu, a na dodatek to wszytko było rzekomo dla ich dobra. Kiedy popatrzymy na tę sytuację z ludzkiej perpsektywy, to oczywiście bzdura: przecież mur nie został wybudowany dla dobra królików, ale po to, by oddzielić dwa zupełnie różne światy: komunistyczny i kapitalistyczny. I gdzie tu sens? Ale przecież czym motywowały władze (mam na myśli te komunistyczne) wzniesienie bariery? Tym, że kapitalizm jest zły i dla dobra obywateli trzeba ich od niego izolować... W taki sposób można interpetować i analizować poszczególne wątki praktycznie w nieskończoność.

Według mnie film "Królik po berlińsku"  jest produkcją wartą uwagi i polecenia. Przez swoją koncepcję pozwala widzowi na bardzo swobodne interpretowanie przedstawionych wątków. Właśnie to spodobało mi się w nim najbardziej.

Film pt. "Wyjście przez sklep z pamiątkami"

Film "Wyjście przez sklep z pamiątkami" jest dokumentem  opowiadającym o street art'cie. Wyreżyserował go Banksy, czyli jeden z najbardziej znanych przedstawicieli tego nurtu w sztuce.
 Film zbudowany jest w sposób typowy dla dokumentu: wypowiedzi różnych osób (w tym przypadku Thierry'ego Guetta, ale i samego Banksy'ego) i przewijające się między nimi fragmenty nagrań, które dotyczą tematu/wydarzenia (w tym przypadku filmy nakręcone przez Thierry'ego Guetta). Oczywiście nie każdy dokument jest zbudowany w taki sposób, ale myślę, że ta forma jest typowa dla tego gatunku.

Film został stworzony miedzy innymi dzięki Francuzowi Thierry'mu Guetta i jego nieco dziwacznemu hobby (o ile można to tak nazwać). Miał on bowiem zwyczaj nierozstawania się z kamerą i kręcenia wszystkiego, co było do okoła niego. Miszkał w Los Angeles i utrzymywał się z prowadzenia sklepu odzieżowego. Pewnego dnia spotkał niejakiego Space Invader'a-artystę street art, który zapoznał go ze środowiskiem ludzi takich jak on. Tak rozpoczęła się przygoda Thierry'ego w świecie sztuki ulicznej. Od tej pory Francuz podążał za kolejnymi "street art'owcami" niczym cień filmując ich pracę. To mu jednak nie wystrczyło. Bardzo pragnął poznać tajemnicego Banksy'iego-człowieka legendę, którego  nazwiska nikt nie znał, spotkanie go graniczyło z cudem. Ale nieoczekiwanie taka okazja się nadażyła, gdyż Banksy  postanowił odwiedzić Los Angeles. Thierry pomagał  mu w pracy-służył za pewnego rodzaju przewodnika. Artyście nie podobała się tylko jego kamera, ale ten powiedział, że kręci dokument (co oczywiście było kłamstwem). Od tej pory Thierry stał sie filmowcem i zaczął towarzyszyć Bensky'iemu, także podczas jego pierwszej wystawy. Jednak ludzie niewłaściwie ją odebrali, nie zrozumieli intencji autora. Organizator poprosił zatem Francuza, by ten w końcu stworzył swój film i wyjaśnił światu czym jest street art. Thierry mimo, że o filmach nie miał pojęcia, postanowił to zrobić. Jego dzieło okazało się swego rodzaju zwiastunem filmowym trwającym przez dwie godziny. Jednym słowem czymś, czego nie da się oglądać. Banksy widząc to, postanowił stworzyć swój film, a Thierty'emu polecił zajęcie się sztuką (głównie po to, by uzyskac dostęp do taśm). Francuz potraktował radę bardzo poważnie. Pracował nad swoimi pracami, lecz później zaczął komercjalizować to, co robił. Tworzył mnóstwo obrazów na dużą skalę i z pomocą swoich przyjaciół ze środowiska street art'u promował je. W końcu zoorganizował wystawę i zdobył sławę. Czy jednak jego prace rzeczywiście reprezentują cokolwiek poza płytkimi, utrwalonymi i w dodatku skopiowanymi przesłaniami? Wielu twierdzi, że tak...

Przedstawiłem w dużym skócie przebieg filmu. Podobał mi się. Podzieliłbym ten film na dwie części: pierwszą, opowiedającą o street art'cie, o artystach go tworzących, o ich życiu,  o samym Thierry'im i jego odczuciach związanymi ze sztuką uliczną; i drugą opowiadającą o artystycznej karierze Thierry'ego.


Pierwsza część  napewno zmieniła  moje spojrzenie na street art. Oczywiście wiedziałem wcześniej czym on jest, ale raczej postrzegałem go w kategoriach mazania po ścianach sprayem napisów i ładniejszych, lub brzydszych obrazków, które przy okazji mogą mieć jakieś znaczenie. "Wyjście przez sklep z pamiątkami" pokazało mi, że to nie jest prawdziwy street art, że w tym może chodzic o coś innego, że to naprawde może być sztuka. Myślę, że jest to pewien sposób wyrażenia siebie, swoich poglądów, myśli itd. Poruszanie ważnych problemów naszego świata również jest charakterystyczne dla tego rodzaju sztuki. Moim zdaniem ma ono zwrócic uwagę ludzi na te problemy (chociaż moim zdaniem jest to mało skuteczne i nietrwałe). Takie rozumienie sztuki ulicznej ma dla mnie sens, jest w tym jakiś cel. Dlatego też uważam, że nie wszystko co zostało namalowane na ścianie sprayem jest sztuką i nie każdy kto zacznie malować coś na ulicy jest artystą. Kimś takim według mnie stał się Thierry (zwany też Mr. Brainwash'em) w drugiej części filmu....


Myślę, że na początku Thierry naprawdę uwierzył, że ma ogromny talent i  szansę zostać wielkim artystą. Chociaż w sumie miał do tego prawo, bo został niejako"powołany" przez samego Banksy'ego. W każdym razie poświęcił się pracy artystycznej. Postanowił zoorganizować wystawę. W filmie widzimy jednak jak pracował. Wynajął sztab ludzi, którzy "odwalali brudna robotę" za niego. Chodzi mi tutaj o samo tworzenie. Swoją rolę ograniczył do wybierania z albumów zdjęć i obrazów na których robił notatki ze wskazówkami dot. obróbki. Mało tego, do promocji swoich "dzieł" używał swoich kolegów z branży (także Banksy'ego). Media oczywiście podchwyciły temat i wylansowały Francuza. Jego wystawa  odniosła sukces. Jeszcze przed nią udało mu się sprzedać ogromną ilość obrazów o łącznej wartości ponad 1000 000 dolarów. Oglądając film, widzieliśmy jak negocjuje ceny dzieł, a zaraz potem mówi, że spray to "złoto w spuszce" i że  wystarczy "pomaziać" obraz farbą i już wart jest kilkanaście tysięcy dolarów. Szczerze mówiąc mało to ma wspólnego z wyrażaniem siebie i poruszania problemów naszego świata i w ogóle ze street art'em. Według mnie to jest "robienie" wielkich pieniędzy, a przecież nie o to chodzi w sztuce.


Podsumowując film "Wyjście przez sklep z pamiątkami" jest bardzo ciekawym dokumentem o street art'cie. Opowiada o tym, jak żyją artyści uprawiający sztukę uliczną i na czym ona polega. Niesie ze sobą pewne przesłanie. Chodzi mi tutaj o jeden z problemów wspólczesnej sztuki, że  nawet coś co nie reprezentuje sobą absolutnie nic, przy odpowiedniej promocji może stać się "arcydziełem", a jego autor "arcymistrzem", czego żywym przykładem jest Mr. Brainwash.

czwartek, 31 grudnia 2015

Opis obrazu Johna Constable pt. "Park Wivenhoe w Essex"

Obraz przedstawia Park Wivenhoe znajdujący się w Anglii, w hrabstwie Essex. Autorem jest John Constable, angielski malarz urodzony w 1776 r. i zmarły  1837r. Jest uważany za jednego z najwybitniejszych pejzażystów XIX w. Sam obraz powstał w 1816 r. na zlecenie właściciela parku gen. Francisa Slater-Rebowa. 

Centralną częścią dzieła jest rzeka. Odbija ona światło, a także drzewa stojące na jej brzegu, co sprawia, że woda ma lekko zielonkawy odcień. Na powierzchni wody możemy zobaczyć łódkę, na której dwóch ludzi zwija, lub rozstawia sieć. Gdy podążymy wzrokiem wzdłuż tej sieci, dostrzeżemy na odległym brzegu jeszcze trzech ludzi, którzy wyraźnie wyciągają sieć. Koło nich widać skupisko wysokich drzew, z których właśnie wylatuje ptactwo, być może spłoszone przez jakiś hałas. W cieniu drzew odpoczywają dwie krowy, a także grupa ptaków,  prawdopodobnie kaczek. Przez pnie drzew prześwitują ogrodzenia i inne drzewa. Z lewej strony widać także dach domu. Na tafli wody możemy zobaczyć dwa łabędzie, znajdujące się nieco bliżej brzegu niż wspomniana łódka. Na owym drugim, bliższym nam brzegu widzimy stado pasących się krów. Przed nimi jest płot i cień drzewa, pod którym prawdopodobnie znajdował się artysta szkicujący ten krajobraz. Za stadem widnieje mała polanka. W oddali dostrzegamy kilka luźno rozrzuconych drzew, a także małą dorożkę z dwojgiem ludzi. Dziwi mnie, że do dorożki zaprzęgnięty jest osioł (tak dużych uszu nie mógłby mieć koń, to samo tyczy się koloru sierści). Powóz prawdopodobnie przejechał przed chwilą przez ceglaną tamę, która pełni też funkcję mostu. Na wysokości owej tamy, na drugim brzegu widzimy lekko zarysowaną drogę. Prowadzi ona do ceglanego dworku widocznego w oddali. Koło dworku znajduje się ogrodzony sad lub ogród. Jeżeli przeniesiemy wzrok na lewo zobaczymy większą grupę drzew, która ciągnie się aż do rzeki. Tam możemy zobaczyć miejsce, z którego może ona  wypływać. Las ciągnie się aż do prawego krańca obrazu i cały jest ogrodzony płotem. Ponad wszystkim widzimy niebo spowite chmurami.

Obraz jest bardzo realistyczny. Rzeka odbija wszystko co znajduje się na dalszym brzegu: drzewa,  dworek, światło. Krowy zdają się rzeczywiście spacerować po polance, a rybacy wyglądają jakby rzeczywiście mieli zaraz zwinąć sieć. Jestem człowiekiem, który nie przepada za abstrakcją i fantastyką, cenię realizm, dlatego właśnie to dzieło przypadło mi do gustu.



niedziela, 29 listopada 2015

Film pt. "Grek Zorba"

Muszę przynać, że film Michaela Cacoyannisa był dla mnie trudny w odbiorze. Dopiero po drugim obejrzeniu byłem w stanie zastanowić się nad nim i wyciągnąć wnioski. Rozważałem postać tytułowego bohatera, czyli Alexisa Zorby.  

Zachowanie Zorby stanowi kontrast z jego przyjacielem: angielskim pisarzem o imieniu Basil. Ten pierwszy jest spontaniczny i  prosty. Drugi natomiast, to typ flegmatyka, (zanim coś zrobi musi się trzy razy zastanowić). Jest wykształcony, posiada dużą wiedzę, lecz jak się okazuje, to jego prosty (żeby nie powiedzieć prymitywny), grecki przyjaciel będzie jego nauczycielem, który pokaże mu jak  żyć w okrutnym i niezrozumiałym świecie. 
 
Dwójka bohaterów poraz pierwszy spotyka się w portowej tawernie. Po dłuższej rozmowie obydwaj udają się na Kretę, gdzie Basil ma zamiar uruchomić kopalnie węgla brunatnego. W krótce docierają do małej wsi, gdzies niedaleko od owych złóż. W tym momecie warto przyjżeć się lokalnej społecznośći. Są to ludzie nie wykształceni, kierują się prymitywnymi instynktami. Ich głównym celem jest przetrwanie, w trudnych warunkach. Pamiętajmy, że akcja toczy się niedługo po zakończeniu I wojny światowej. To wszystko buduje obraz patologicznego społeczeństwa, w którym normą są: wykorzystywanie innych (nawet bliskich i przyjaciół), morderstwa i znęcanie się. Postawa miejscowych musi być dla młodego Anglika szokiem, wychował się przecież w całkiem innych warunkach. Na Zorbie nie robi ona żadnego wrażenia. Jest on człowiekiem doświadczonym życiowo: uczestniczył w wielu wojnach, dotknęła go tragedia rodzinna (śmierć małego synka). Te doświadczenia ukształtowały w Greku specificzny światopogląd i postawę. 

Przede wszystkim Zorba jest niezwykłym optymistą, jego porażki nie wywieraja na nim prawie żadnego wrażenie. Najlepiej widać to po katastrofie jego planu budowy tartaku. Wypowiada wtedy słynne zdanie: "Czy widziałeś kiedyś tak piękną katastrofę?". Ta postawa pozwala mu przetrwać trudne czasy, gdyby zaczął się wszystkim przejmować, prawdopodobnie nie wytrzymałby tego psychicznie. Biorąc pod uwagę tragedię jaka go dotknęła możemy wysnuć inny wniosek: po śmierci jego syna,  żadna porażka nie jest godna, by nad nią płakać, bo czym jest jakiś tartak w porównaniu z ludzim życiem?  Zorba korzysta z życia, nie przejmuje się błachostkami. Akceptuje świat takim jakim jest. Nie myśli stereotypowo: nie patrzy na czyjąś narodowość, ale na to, czy człowiek jest dobry, czy zły. Oczywiście są to pojęcia względne i nie zawsze da się stwierdzić to jednoznacznie, ale  lepiej tak patrzeć na ludzi, niż przez pryzmat pochodzenia. Właśnie tego Zorba uczy Basila: by patrzeć na świat inaczej, akceptować go, a przede wszystkim cieszyc się z tego co się ma.

Sposób zachowania Zorby kojarzy mi się z pewnym nurtem filozoficznym. Chodzi mi tutaj o epikureizm. Patrząc na Alexisa można powiedzieć, że wyznaje on zasadę "Carpe diem" (chwyataj dzień). Jego wręcz dziwny optymizm można tłumaczyć pojęciem ataraksji (stan, w którym brak cierpienia jest juz szczęściem). Zorba nie cieszy się z niepowodzeń, tylko z tego, że mogły byc one dotkliwsze, ale na szczęście nie były. Basilowi często jest trudno zrozumieć swojego przujaciela. Na przykład wtedy kiedy Alexis tańczył. Taniec był dla niego sposobem na rozładowanie skrajnych emocji: euforii, lub rozpaczy i tego nie mógł właśnie zrozumieć Anglik: dlaczego jego przyjaciel tańczy z taką zawziętośćią.

Właśnie te wartości Zorba przekazuje Basilowi. Jak już wspomniałem dla Anglika jest to trudna nauka. nie może  zrozumieć światopoglądu Alexisa. W końcu zaczyna pojmować spospób myślenia Greka, czego symbolem jest wypowiedziane przez niego zdanie: "Zorba, naucz mnie tańczyć".

niedziela, 22 listopada 2015

Film "Stowarzyszenie Umarłych Poetów"

Film "Stowarzyszenie Umarłych Poetów" został stworzony na podstaiwe książki Nabcy Kleinbaum. Opowada historię kilku przyjaciół-uczniów jednego z najlepszych liceów w USA- i ich nauczyciela języka nagielskiego: Johna Keatinga. Oglądając ekranizację, czytając książkę, możemy się wiele nauczyć, i posiąść wiedzę na temat naszego życia.

Patrząc na zachowanie Johna Keatinga odnosi się  wrażenie, że uczy on nie tylko języka angielskiego. Przekazuje swoim uczniom pewne prawdy, próbuje ich przekonać, żeby odważyli się w swoim życiu na pewne zmiany. Większość z nich pochodzi z bogatych rodzin, są inteligentni i zdolni. Ich przyszłość została już zaplanowana przez rodziców. Przykładem może  być  Neil Perry. Pasją Neila jest aktorstwo, jednak  ojciec tego nie rozumie, nie przyjmuje do wiadomości, że  syn nie chce podporządkować się jego planom i ambicjom. Pod wpływem nauczyciela, Neil decyduje się jednak zagrać w sztuce.

Keating uczy młodzież korzystania z życia. Na jednej z lekcji pokazuje swoim uczniom gablotę ze zdjęciami absolwentów szkoły. Uświadamia im wtedy, że za kilkadziesiąt lat nic po nich nie pozostanie poza fotografiami. Co wtedy znaczyć będą ich marzenia, plany i ambicje  rodziców?  Używa przy tym zwrotu "carpe diem", czyli: "chwytaj dzień". Pokazuje chłopcom, że  nie wolno marnować czasu na rozmyślania o mglistej przyszłośći, należy korzystać z każdej chwili, by móc kiedyś powiedzieć: "miałem udane życie".  Uczniowie pod wpływem Keatinga zauważyli absurdy otaczającej ich rzeczywistości. Postanowili podjąć bunt przeciwko nim. Jego przejawem była reaktywacja Stowarzyszenia Umarłych Poetów i spotkania w grocie. Na znak sprzeciwu  Neil mimo wyraźnych zakazów  ojca wystąpił w sztuce . Ta sytuacja zakończyła się tragedią - chłopak popełnił samobójstwo.

Zakończenie historii nie jest optymistyczne ale poucza nas, że musimy żyć pełnią życia i robić to, co chcemy i uważamy za słuszne. W przeciwnym razie zmarnujemy nasz czas, a przecież mamy go tak mało.